Teraz Rock
Nr5 (75) maj 2009


Recenzja płyty:







"Warszawski IŁ-62 powstał w drugiej połowie lat 80. i na swój sposób wciąż tkwi w tamtych czasach. Szczególnie jeśli chodzi o warstwę światopoglądowo- ideologiczną, która w tych dziesięciu hałaśliwych, choć klimatycznych kawałkach zdecydowanie wysuwa się na plan pierwszy. To świat, w którym nieustannie pokutuje prosty, dwubiegunowy podział my/oni; w którym nikt nie ma prawa myśleć inaczej / nie ma prawa mieć innego zdania; w którym rządzi pieniądz, chaos i zniszczenie, ze wszystkich stron obserwują nas szklane ekrany, oplątuje nas polityka, korupcja i ludobójstwo, więc jedyne, co nam pozostaje to opuścić Babilon. Bardzo to wszystko oczywiście szlachetne, ale podane w na tyle dosadny, wyświechtany i pozbawiony jakiegokolwiek dystansu sposób, że chwilami zwyczajnie niestrawne. Bo po co mam słuchać facetów powielających w XXI wieku myśli Roberta Brylewskiego czy Krzysztofa Grabowskiego sprzed trzech dekad, kiedy mogę sięgnąć po wyrastający bezpośrednio z ówczesnego kontekstu oryginał? Rozumiem, że IŁ-62 również się z owego kontekstu wywodzi, ale przecież płyta ukazuje się dziś, a przez ostatnie 20 lat nasze realia znacznie się zmieniły. A w ten sposób dostajemy - z wyjątkami w postaci uniwersalnych, filozofujących "To co mnie nie zabija" czy "Zanim zamienię się w nic" - naiwny, punkowo-anarchistyczny skansen.
Na szczęście, gdy porzucimy ideologię, a skupimy się na zawartej na tym znacznie spóźnionym debiucie muzyce, robi się o wiele ciekawiej. Bo zamiast - jak w przypadku tekstów - podążać utartymi śladami rodzimego punk rocka, IŁ-62 odważnie kroczy własną, oryginalną ścieżką. Ścieżką, która biegnie gdzieś pomiędzy spuścizną Kryzysu (do inspiracji którym muzycy otwarcie się przyznają), hardcore/punkową agresją, a psychodelicznym, zahaczającym o noise czadem spod znaku, powiedzmy, Neurosis. Zamiast szybkich, punkowych petard muzycy preferują wolniejsze, transowe kompozycje, pełne gitarowych zgrzytów, dziwacznych efektów na drugim planie i etnicznych inkrustacji: od drumli we Wokoło nie dzieje się nic, przez sitar w bonusowej wersji wyrecytowanego przez Macieja "Magurę" Góralskiego "Dzięki ci Ameryko", po napędzaną "plemiennymi" bębnami przeróbkę "Anarchii i Anarchisty" Dezertera.
Wszystko tu jest intrygujące i wciągające, a niepokojący nastrój całości potęgują dodatkowo niestandardowe zabiegi wokalisty, który z równą swobodą posługuje się hardcore'owym wrzaskiem, co mantrową melorecytacją albo tajemniczym szeptem (posłuchajcie choćby, jak buduje nastrój w psychodelicznych "Szczurach"). Swoje robi także chropowate (choć nie pozbawione np. klawiszowych smaczków) brzmienie. Na deser zas dostajemy blisko 13-minutową, koncertową wariację muzyczno-poetycką na temat legendarnego Skowytu Allena Ginsberga. To już psychohałas wyłącznie dla najbardziej wytrzymałych."

autor: Marek Świrkowicz, Teraz Rock Nr5 (75) maj 2009


















Powrót - Archiwum