Sławomir Gołaszewski 1996r.
Jedna z audycji autorskich w PR3 Polskiego Radia

(...)
Obraz relacji, jakie zachodzą pomiędzy poszczególnymi osobami w tradycji zarówno terapeutycznej jak i socjologicznej określany jest mianem socjogramu.
I choć wydawać by się mogło, że wszyscy czerpią inspirację z tego, co nazywamy kulturą popularną i masową, to jednak coraz częściej dochodzą do głosu i takie dokonania, które niejako z założenia i w samej swej istocie skazują swych twórców na status awangardy, za każdym razem tej samej w kolejnym pokoleniu.
Muzycy zespołu IŁ-62 wychowywali się, jak sami mówili, na muzyce zespołu KRYZYS. Już samo to umieszcza ich własne dokonania w obszarze klasyki. Taki rodzaj kulturowego dziedzictwa nazywamy tradycją. A w niej NIEZALEŻNOŚĆ ma własny kształt i autonomiczną postać, której nie jest w stanie ogarnąć komercyjna i powszechna mitologia.
Spotkałem niedawno pogląd wyrażający ubolewanie, że awangarda pozostaje awangardą, underground undergroundem a niezależny obieg informacji o dokonaniach kulturowych nie zyskuje rezonansu wśród szerokiej publiczności. Słysząc tę opinię pomyślałem sobie, że istotą zarówno awangardy jak i naturalnej progresji jest to, że działa ona głównie w kręgu twórców i artystów niezależnych, nie odżegnujących się jednak od możliwości oddziaływania w kręgu komercji. A to, że kręgi rodzimej awangardy, nie mają swej komercyjnej reprezentacji okazuje się w konsekwencji o tyle pożyteczne, że każdy z artystów przerabiając wszystko samotnie i na sobie zwiększa tylko twórczy potencjał i siłę autokreacji.

Sławomir Gołaszewski.

Powrót - Archiwum