06.03.98. Namysłów:
Apatia / Dezerter / IŁ-62

Szwindel # kwiecień/maj 1998

"(...) Coś podkusiło mnie aby wybrać się ze znajomymi w podróż na koncert. Nie wiem czy to akurat ja przynoszę pecha, ale zaczęło się już na próbie - otóż Czyżu złamał młotek w stopie a Maćkowi wysiadł zasilacz do efektu. Dalej też nie było lepiej - w pierwszym numerze podczas występu Ździna złamał statyw do mikrofonu a podczas drogi powrotnej do Warszawy prawie zgubiliśmy bak z benzyną, który urwał się i szorował po jezdni, co zmusiło nas do zatrzymania się gdzieś w lesie...
Reasumując: mnie podobało się bardzo. Pogo na sali, żywe reakcje publiki, niezły czadzik, nikt nie krył zadowolenia a i z ust kolegów z Dezertera padło o dziwo kilka ciepłych słów pochwały. Apatia nie przypadła mi do gustu. Sory chłopaki, ale przyjechali, nie przywitali się traktując wszystkich z góry, zagrali dość nudnie choć kolegom z IŁ-a się podobało, i pojechali w długą. Co innego Dezerter, który wypadł wręcz wyśmienicie. Zajebisty koncert. Świetne przyjęcie, kompletny czad. Tony wyprół z siebie niemal całe flaki, dał z siebie wszystko co możliwe. Kiedy znalazłem go samego w kanciapie, już z godzinę po koncercie, to aż się przeraziłem, że coś z nim jest nie tak. Ale okazuje się, że on tak dziwnie odreagowuje koncerty i trzeba mu pozwolić się pozbierać. Jednym słowem jeśli chodzi o set Dezerterów to niesamowite wrażenia. Potem jeszcze nocne Polaków rozmowy przy piwie i wódce do bladego świtu. Próba zdrzemnięcia się przez godzinę w śmierdzącej siatce maskującej gdzieś w piwnicach i powrót do domu ze wspomnianą awarią po drodze. Ogólnie to jedna z najbardziej udanych jeśli chodzi o muzykowanie imprez. Acha, spotkaliśmy też Agnieszkę - organizatorkę pamiętnego koncertu w Chełmie, można powiedzieć, że dobrą naszą znajomą, która i tym razem bawiła się z nami setnie jak sama mówiła. Proszę jaka ta Polska mała."



Powrót - Archiwum