16.02.2002. Piaseczno:
Noisense / Only Way Out / Antidotum /
IŁ-62

Arle'Zine # 4 (2002)

Dawniej, kiedy chodziłam na koncerty wszystko było jasne - na początku grają mniej znane kapele, a pod koniec gwiazdeczki. Teraz uległo to nieco zmianie i ci najważniejsi danego wieczoru, przestali występować na końcu. Niekiedy wychodzi to wszystkim na dobre i wydaje mi się, iż należy się z tego cieszyć. Dawniej ewakuując się na ostatni autobus nie miałam okazji obejrzeć wielu kapel, dla których przychodziłam na koncerty. Teraz mogę ich spokojnie wysłuchać i bez stresu zdążyć jeszcze na ostatni środek transportu. Kiedyś jeśli decydowałam się na pozostanie do końca, równocześnie godziłam się na ryzyko nowych przeżyć - dzięki takim decyzjom poznałam nocne życie niemalże wszystkich warszawskich dworców i to w czasach kiedy nie było na nich tak miło jak obecnie. Ale do rzeczy.
Koncert został przygotowany za sprawą lokalnego Domu Kultury i prężnie działającej załogi Strong Core Crew z Piaseczna. Chwała im za to, bowiem dzięki nim koncerty odbywają się tam raczej cyklicznie. Dom Kultury, którego okna wychodzą na cmentarz ma nie lada walor w postaci fajnej salki koncertowej na piętrze. Tym razem hasłem gigu było "Old Punks Never Die". Nic więc dziwnego, że tego wieczoru na scenie obok młodszych stażem grup, pojawiły się również dwie świetnie znane w Warszawce. Ale o tym potem. Ponieważ mimo nadzwyczaj punktualnego (ku zaskoczeniu wielu osób) rozpoczęciu koncertu, panował ogólnie mały towarzyski chaosik napiszę tylko o tych kapelach, które udało mi się rozpoznać. Grup tego wieczoru wystąpiło bowiem więcej niż wcześniej zapowiadano. Koncert rozpoczął zespół, którego niestety nie dane mi było obejrzeć w całości, a to ze względu na wspomniane już obowiązki towarzyskie. Malutki fragment ich występu uzmysłowił mi jednak stratę, gdyż z tego co doszło do moich uszu zaprezentowali kawał solidnego, ciężkiego grania. Drugiego występu na szczęście nie przepuściłam bowiem o dziwo na scenie zainstalowali się Antidotum. Piszę o dziwo, ponieważ spodziewałam się, że według plakatu Antidotum i IŁ-62 maja wystąpić na końcu. Ale co tam, może spieszno im było gdzieś jeszcze. Pomimo "emocjonalnego chłodu", jaki nie wiedzieć czemu panował na sali, Antidotum zagrali świetnie. Konkretny, ostry, rozpędzony i rozkrzyczany punk doskonale nadający się do pogowania i ogólnego szaleństwa. Antidotum rzeczywiście udowadnia, że punk to nie łaskotki oraz, że Old Punks Never Die! Szkoda tylko, że część publiczności była innego zdania nie skora do jakiegokolwiek kontaktu i zabawy. Może zresztą wokalistka Antidotum miała rację, że wszystkiemu winne "zbyt niskie ciśnienie". Antidotum doskonale wypełnia lukę powstałą po zawieszeniu działalności przez Post Regiment i niech żałują ci, którzy siedzieli pod ścianami.
Kolejny zespół, który udowodnił tego wieczoru, że Old Punks Never Die! rozpoczął swój występ słowami: "trzeba było bawić się przy Antidotum, bo teraz raczej nie poskaczecie". Takim tekstem przywitał wszystkich wokalista grupy IŁ-62, którą miałam przyjemność widzieć ostatni raz w Piasecznie chyba w 1993 roku. (Kurcze w domu sprawdziłam - to było dokładnie 16 stycznia '93 czyli dziewięć lat temu. Jak ten czas płynie.) Słowa te padły nie bez racji bowiem IŁ-62 prezentuje mieszankę hardcore i noisu, która może i nie jest najlepsza do skakania, ale potrafi zrobić wrażenie na słuchaczu. Trans brud, sprzężenia gitary i głębokie bębny przenoszą w inny świat - świat psychedelii. To kraina, w której każdy dźwięk okazuje się mieć jakieś znaczenie. Oczywiście było też sporo świetnej punkowej jazdy, w wyniku której, podczas jednego z numerów wokalista wylądował między bębnami zamiast w miejscu, w którym się spodziewał. IŁ-62 to zespół poszukujący różnych rozwiązań brzmieniowych, który dowodzi, że hardcore/punk to nie tylko ortodoksja, ale mimo wszystko nadal rozwijający się gatunek.
Po IŁ-62 na scenie pojawili się Only Way Out. To młoda ekipa grająca ognistego i szybkiego straight edge hardcore z zaangażowanymi społecznie tekstami. Chłopaki zaprezentowali ostre, krótkie numery osadzone mocno w stylistyce hc lat 80-tych, wykonane z żywiołowością i godną pozazdroszczenia pasją. Z tego co wiem na dniach ma nastąpić premiera ich debiutanckiego singla, wydanego przez warszawską wytwórnię straight edge hardcore - Refuse Records, w postaci 7" singla winylowego oraz kasety. Niestety po tym występie moja percepcja odmówiła dalszej współpracy, skupiając się ponownie bardziej na życiu towarzyskim niż sztuce. Jedno jest pewne - piaseczyński koncert pokazał, że hardcore można grać na wiele sposobów, za każdym razem otrzymując interesujący rezultat.

Powrót - Archiwum