Arlekin #9 Lato 2000r.

Z uwagi na obszerność textu zdecydowaliśmy się przytoczyć tutaj jedynie fragmenty rozmowy, która ukazała się drukiem w Arlekinie latem 2000r.

"IŁ-62 kilka myśli swobodnych"

I choć wydawać by się mogło, że wszyscy czerpią inspirację z tego, co nazywamy kulturą popularną i masową, to jednak coraz częściej dochodzą do głosu i takie dokonania, które niejako z założenia i w samej swej istocie skazują swych twórców na statut awangardy, za każdym razem tej samej w kolejnym pokoleniu. Muzycy IŁ-62 wychowali się, jak sami mówili, na muzyce zespołu KRYZYS. Już samo to umieszcza ich własne dokonania w obszarze klasyki. Taki rodzaj kulturowego dziedzictwa nazywamy tradycją. A w niej NIEZALEŻNOŚĆ ma własny kształt i autonomiczną postać, której nie jest w stanie ogarnąć komercyjna i powszechna mitologia. Percepcja i opcja wolnościowa bywa nazywana "anarchią", dlatego że związana jest ze świadomością RUCHU, który bywa raczej osobisty niż ludowy i dlatego nazywany jest "wolnym ruchem myśli". Choć ten może niekiedy przybierać i wymiar propagandowy. Jak mówił Joseph Campbell, wybitny, choć nie żyjący już religioznawca: "symbol Ziemi Obiecanej nie ma nic wspólnego z obszarem geograficznym, który należy podbić, a następnie utrzymać za pomocą siły militarnej. Jest to odniesienie do miejsca w sercu człowieka i postawa wobec tego miejsca". Z relacji do tak pojmowanego miejsca wynika osobista mitologia święta. Przywołanie czasu dzieciństwa i tęsknota spotkań, których obrazem podobieństwa staje się muzyka, autonomiczna i niezależna.
Sławomir Gołaszewski

Oto załoga, której korzenie sięgają dwóch formacji działających pod koniec lat 80 tych w Warszawie - Afery W.C. i Mogiły Zbiorowej. Jak sami wspominają projekt zespołu z założenia był składem, który miał dać tylko jeden jedyny koncert. Koncert o tyle wyjątkowy, bo z okazji urodzin ich znajomej. Współpraca i wspólny występ spodobał się jednak na tyle, iż wytrzymali ze sobą w niezmienionym składzie aż do dnia dzisiejszego. Oto co tytułem wstępu można powiedzieć o formacji IŁ-62. Wywiad z autorem tekstów i wokalistą tego warszawskiego zespołu przeprowadzony został w maju 2000 roku.

- Wiem, że na początku rozmowy chciałbyś coś zastrzec.
- Otóż, rozmowa przeprowadzana jest wyłącznie ze mną z takich czy innych przyczyn. Zazwyczaj w takich przypadkach zwracam uwagę na to, aby ewentualni odbiorcy wiedzieli, iż wyrażane przeze mnie poglądy oraz oceny są tylko i wyłącznie moimi, dlatego niniejszym jedynie ja biorę za nie odpowiedzialność. Trudno mi reprezentować zdanie wszystkich grających w IŁ-62 i chcę aby ta kwestia była jasna i oczywista.
- W porządku. Pamiętam, że po jednym z pierwszych waszych koncertów, bodajże w audycji radia Overground, dwójka redaktorów opowiadając czy zapowiadając wasz występ zażartowała iż taka nazwa zespołu nic dobrego mu chyba nie wróży i z pewnością niebawem zakończy swą egzystencję.
- Owszem, mocno się ubawiliśmy tym skojarzeniem, ale jak widać latamy do tej pory i mamy już chyba całkiem niezły przebieg. A swoją drogą nazwa rzeczywiście kojarzyć się może z tym co niestety działo się kilkakrotnie z tego typu maszynami. Niestety zginęło tragicznie sporo osób, ale może tak chciał los. Generalnie nie ma sensu jednak grzebać się w tym skąd wzięła się nazwa, bo wzięła się z nieco innych powodów, ale tego nie wyjawię. To nie tok szok i nie muszę być szczery do bólu. W każdym razie wszystkie IŁ-62 sprzedano na ukrainę (co osobiście uważam za zdradę stanu) i jesteśmy jedyną tego typu formacją latającą w tym kraju.
- Taki Latający Cyrk Monty Pythona?
- Z cyrkiem ma to raczej niewiele wspólnego, chociaż czasem cyrki się zdarzają jeśli chodzi o przejścia z organizacją niektórych imprez. Nawiązań do latania jest u was sporo. Tytuły stron waszej ostatniej taśmy, okładka, były nawet "Latający niedźwiedzi". Jak to było? Każdy powinien móc sobie trochę polatać?
- Wiem, że jednak wisi nad wami jakieś fatum.
- Rzeczywiście, można by to tak określić. Prześladuje nas fatum objawiające się w różny sposób, my jednak nie dajemy się i walczymy dalej. Ale do czego zmierzasz?
- Zmierzam do tego, że już pierwszy koncert był szczególny.
- Domyślam się, że masz na myśli drugi a pierwszy oficjalny występ, który zakończył się ogólną demolką i bijatyką na mieście, interwencją policji i tego typu klimatami. Pamiętam gościa wymachującego łańcuchem i drugiego wyrywającego deskę ze sceny i walącego nią gdzie popadnie. Pamiętam butelki po piwie śmigające w stronę sceny podczas setu kapeli grającej przed nami oraz dziewczynę naparzającą faceta. Ogólny chaos. Naprawdę nie było śmiesznie i nawet zastanawialiśmy się czy w ogóle wyjść i grać.
- Zawsze zastanawiałam się dlaczego ludzie grają muzykę?
- Gramy dlatego, że kochamy to robić, kochamy muzykę, to coś bardzo wyjątkowego co siedzi szczególnie głęboko w naszych duszach. Wyobraź sobie świat bez muzyki. Pustynia.
- Słuchając waszych nagrań próbowałam ustalić co wpływa na to, że wasza muzyka wygląda w ten a nie inny sposób.
- Z pewnością na to co powstaje składają się cztery nasze osobowości i jakaś tam wypadkowa tego co siedzi w naszych głowach. Po ostatnim koncercie ktoś zapytał mnie o podobną rzecz stwierdzając, iż słychać w tym wszystkim mieszaninę wielu rzeczy. Wynika to zapewne z tego, że otwarci jesteśmy na wszystko co jest wartościowe. Słuchamy różnej muzyki. To prawdziwy tygiel Punka, Hard Core, Noisu, Metalu, Reggae, Industrialu, Folku, Ambientu, Triphopu, Rocka, Postrocka ... i jak by tam tego jeszcze nie nazwać. W zależności od nastroju sięga się przecież po inną muzykę. Spójrz zresztą na moje półki, znajdziesz tam przedstawicieli chyba wszystkich stylów i gatunków muzycznych co później wypływa w naszych dźwiękach.
- A jak opowiedziałbyś o tym co gracie komuś kto was nie słyszał?
- Jak tu opowiadać o muzyce? Spodobały mi się kiedyś takie trzy określenia użyte w stosunku do nas. Otóż Rafał K. nazwał to hardcoreowymi psychodelami i lirycznym hc/punkiem, Adriana S. zasłoniła się określeniem poezji krzyczanej a Skay wymyślił - muzyka miasta z czterech stron. Coś w tym wszystikm jest i pod tym bym się właśnie podpisał.
- IŁ-62 gra przez cały czas w niezmienionym składzie.
- Tak jakoś wyszło. Widocznie pasujemy do siebie. Zmiana składu wpłynęłaby z pewnością na zmianę oblicza grupy. Nam gra się ze sobą raczej dobrze, odpowiada mi taki sposób tworzenia dźwięków, może to kwestja przyzwyczajenia do określonego brzmienia, a poza tym to miła świadomość, że wciąż wytrzymujemy ze sobą i potrafimy się dogadać, mimo różnic charakterów.
- Takie porozumienie ponad podziałami?
- Dokładnie. Ale przecież wiesz o co chodzi. Można to nazwać naszą osobistą tolerancją, można przyjaźnią lub jak to określiłaś porozumieniem. Każdy człowiek jest inny, a nas jest czterech. Każdy ma swoje nastroje, swoje zdanie, swoje racje i swoje rodziny, dla których również musi znaleźć czas. Trzeba umieć czasem iść na kompromis, choćby po to, aby znaleźć odpowiadający wszystkim termin prób lub wyjechać na koncert. Wszystko zależy od dobrej woli. Niekiedy podejmowaliśmy próby współpracy z różnymi naszymi znajomymi. I tak na przykład podczas jednego z koncertów rolę drugiego gitarzysty pełnił Krzysiek z nieistniejącej niestety warszawskiej kapeli D.O.S. Z resztą do gry na dwie gitary przymierzaliśmy się już parokrotnie. Ale za każdym razem okazuje się, że nie chodzi tu tylko o to, że znajdziemy kogoś kto umie i będzie chciał z nami grać. To po prostu musi zaiskrzyć, albo wszystko nie będzie miało sensu i rozleci się po tygodniu. To właściwie tyczy się całego składu. Mimo tarć pomiędzy naszymi osobowościami po prostu iskrzymy, wciąż pojawia się ta pozytywna wibracja i oby jak najdłużej.
- Wiosną 1996 roku zupełnie na wariackich papierach zarejestrowaliście a bodajże jesienią wydaliście materiał "NIEPOTRZEBUJĘ". Kaseta wydana była w sposób co tu dużo mówić szczególny. Powiedz coś o tym.
- Rzeczywiście "Niepotrzebuję" (tytuł świadomie pisany z naruszeniem zasad ortografii) zarejestrowane było w szczególny sposób. Znowu mieliśmy do czynienia z fatum, o którym już była mowa. Nagrywaliśmy się na sprzęcie, który realizator nabył dzień wcześniej i próbował nauczyć się go obsługiwać właśnie nagrywając nasze rzeczy. Teraz byśmy się na to nie zgodzili, wtedy była taka sytuacja i jedyna możliwość, potrzeba chwili. W książeczce dołączonej do taśmy napisałem zresztą co następuje: "...być może nie była to chwila najlepsza, być może była to chwila jedyna, jedno jest pewne - udało nam się uwięzić na tym skrawku taśmy kilka chwil, które nie powtórzą się już nigdy..."
- Mówisz o potrzebie chwili, co przez to rozumiesz?
- To też jest chyba dla nas symptomatyczne. Nagrywamy lub wydajemy coś w nienajlepszym momencie dla zespołu. W ten sposób ukazały się zresztą również poprzednie produkcje "NIELICZNAMNIE" (tytuł świadomie pisany z naruszeniem zasad ortografii) i "WÓDKA RELIGIA I HIPOKRYZJA". Wydane w momencie gdy ważyły się dalsze losy grupy, wyłącznie dla tego, aby pozostał po nas jakiś ślad, bardziej o charakterze archiwalnym niż jak to mówią manifestu artystycznego. "Niepotrzebuję" jest zresztą także bardziej dokumentem niż takim manifestem. Utwory z lat 1989 - 96 zarejestrowane w piwnicy pod garażem (można powiedzieć że prawdziwie podziemno-garażowe granie) brzmią jakby każdy utwór nagrywany był w innym studio i w innym czasie. Nie pomógł nawet mastering. Co tu ukrywać, tak właśnie niekiedy kończą się pierwsze spotkania ze studiem zwłaszcza przy braku doświadczenia.
- Kartonowa koperta, biała kaseta, książeczka z tekstami, naklejki... Wszystko zdaje się być mocno przemyślane.
- Pomysłów było znacznie więcej, ale nie wszystko się udało. Wykorzystamy je może następnym razem. Zawsze chcieliśmy robić coś więcej, dawać coś jeszcze, jeśli tylko są na to warunki. Nasz kumpel Skay również poszukiwał nowych rozwiązań i dlatego powstało to wydawnictwo w takim właśnie kształcie. Myślę, że interesującym.
- Mówiąc, że zawsze chcieliście robić coś więcej masz na myśli chyba także slaydy?
- Dokładnie. To jeszcze jeden przykład na to, że staramy się nie tylko grać i opowiadać coś tekstami, ale dołączamy do tego jeszcze przekaz wizualny w formie obrazków o tematyce społeczno-wolnościowej. Poza tym na koncertach rozrzucamy również ulotki. Marzyło nam się kiedyś robienie scenografii, ale wiąże się z tym masa różnych problemów natury technicznej. To wszystko po to aby zwiększyć oddziaływanie, wzmocnić przekaz, wykorzystać każdy środek wypowiedzi. Stara punkowa zasada.
- Na slaydach pojawiają się fragmenty waszych tekstów, ale również obrazki związane z prawami zwierząt, łamaniem praw ludzi, hasła takie jak "młodzi przeciwko polityce", "młodzież przeciwko przemocy", "fuck the drugs"...
- Zgadza się. Przynajmniej ja politykę traktuję jako obłęd. To korupcja, syf, hipokryzja, oszustwa i nic dobrego dla świata. Stanowczo brzydzę się tym wszystkim. Jednoznacznie sprzeciwiamy się też przemocy, co znajduje odbicie w naszych tekstach.
- Takich jak "...twoja przemoc zniszczy cię twoimi sposobami, twa nienawiść obróci się przeciwko tobie..."?
- Dokładnie. Ten temat poruszany jest przez nas dosyć często i na różne sposoby bowiem staje się coraz większym problemem. Przemoc i brutalność pojawia się wszędzie z coraz większym natężeniem i coraz bardziej jawnie. Wpisuje się w obraz naszej ulicy i staje się normą społeczną, sposobem rozwiązywania problemów i zaspokajania potrzeb. Taka sytuacja jest przez nas nie do zaakceptowania. Pieprzymy też dragi. Sytuacja jaka ma miejsce obecnie w szkołach jest przerażająca. Handel jest tak dochodowym źródłem, że dzieciaki sprzedają towar dzieciakom.
- Jak temu przeciwdziałać?
- Nie wiem, kasować handlarzy, uczyć świadomości i myślenia, mówić o tym świństwie i uzmysławiać młodym ludziom do czego ono prowadzi. Kilku z nas ma już dzieci, następne są w drodze i to jest dokładnie problem, z którym będziemy musieli sobie radzić, a z tym świństwem nie ma wybacz.
(...)
- Zmieńmy temat. Nie utrzymujecie się z grania w zespole?
- Nie a wręcz odwrotnie. To nie zespół nas, ale my utrzymujemy zespół. Ale to przecież oczywiste, nawet w przypadku o wiele bardziej znanych zespołów. Takie są realia w tym kraju i wszyscy doskonale o tym wiedzą, po co więc pytasz?
- Zmierzam do tego, co ludzie grający w takiej formacji jak wasza, robią w życiu codziennym? Jak wygląda ten Hard Core w szarej codzienności?
- Pracujemy oczywiście, mamy rodziny, niektórzy z nas wychowują dzieci. Nie dajemy się temu o czym rozmawialiśmy wcześniej. Staramy się zachować zdrowy rozsądek i żyć w zgodzie ze sobą samym.
- Slogany. Przejdź do konkretów.
- Może dla kogoś będą to slogany, ale tak to właśnie wygląda. Ja nie bardzo chyba nadaję się do pracy w przysłowiowej "fabryce", dlatego zamieszany jestem w pomoc przy prowadzeniu sklepu/barku z wegetariańskim jedzeniem w Warszawie. Można tam łatwo trafić bo mieści się on na ulicy Nowy świat 52. Jest tam miejsce aby usiąść i zjeść naprawdę świetne wegetariańskie lub wegańskie jedzonko, jest też miejsce na ulotki i plakaty informacyjne, ot taki doskonały punkt kontaktowy. Poza tym udzielam się nieco w redakcji Wegetariańskiego świata oraz tworzę prawno-organizacyjne podstawy do utworzenia polskiej sekcji angielskiej organizacji Viva! (Vegetarians International Voice for Animals). Mamy zamiar stworzyć fundację zajmującą się promocją wegetarianizmu i dbaniem o przestrzeganie praw zwierząt. Oto drobny wkład w pomoc braciom najmniejszym i jednocześnie wracając do pytania możliwość decydowania o sobie i bycia free jak tylko długo można.
- Czy można być jeszcze free egzystując w ramach dzisiejszego społeczeństwa?
- Zapytaj innych, albo odpowiedz sobie na to pytanie sama.
- Zmieniamy temat. Hasło - Warszawa
- Warszawa jest miejscem gdzie zdawać b się mogło jest sporo miejsc na granie koncertów, a tak naprawdę to zainteresowane tym są raczej może ze dwa, trzy kluby. Na dyskotekach i dancingach zarabia się przecież lepiej i więcej. Dlatego ogólnie jest niewesoło a kapele bez odpowiednich kontaktów mają problemy. Króluje techno dyskoteka i tyle. Poza tym to miasto gdzie wiecznym problemem jest dokończenie budowy metra, zbudowanie obwodnicy i mostów ułatwiających przeprawę przez Wisłę. Problemem jest dresiarstwo i mafia. Ale żeby było też coś optymistycznego to powiem, że mają tu świetne chińskie żarcie.
- Korci mnie aby zapytać czy przez ten czas nie zmieniliście nastawienia? Straight Edge, Crust punk... nic z tych rzeczy?
- Podobno tylko krowa nie zmienia zdania, ale rzeczywiście, nie poszliśmy w żadnym takim kierunku. świadomie staramy się żyć z umiarem. świat nie jest biały i czarny, jest w odcieniach szarości. Wszystko przecież jest dla ludzi. Przecież to nie używki krzywdzą ludzi, ale nieodpowiedzialne ich stosowanie przez nieodpowiedzialnych ludzi. Moda na picie alkoholu niestety trwa i to wśród coraz młodszych ludzi. Nawaleni goście na koncertach i półprzytomne kapele to smutny widok. Bo nie na tym przecież polega wolność i niezależność. Kiedyś byłem na trasie koncertowej kilku polskich kapel po Czechach. Jeden z zespołów zachowywał się pod tym względem jak skończeni kretyni, zresztą sama nazwa chyba oddawała ich sposób bycia. Czy o to chodzi? Wątpię. Pijane bydło łatwiej poddaje się sterowaniu i kontroli.
- Czy z tych powodów zniknął z waszego repertuaru song "Alcohol"?
- Zgadza się. Piosenka traktująca o uczuciach kojarzona była wyłącznie jako alko hymn. Mimo tego, że był to świetny numer, postanowiliśmy przestać grywać go na koncertach, aby nikt nie kojarzył nas z gloryfikowaniem alkoholu.
(...)
- Co kryje się pod nazwami Afera W.C. i Mogiła Zbiorowa? Uchyl rąbka tajemnicy co to takiego było i czemu doprowadziło do powstania IŁ-62? - Wymieniłaś nazwy dwóch naszych wcześniejszych kapel, które dokonawszy wymian ekipy przekształciły się w obecny zespół. Nie ma sensu mówić kto gdzie rzeźbił, bo na przykład bębniarz grał w obu tych formacjach, w jednej na bębnach, a w drugiej na basie. Afera W.C. dymiła jak na owe czasy z szybkością karabinu maszynowego, krótko i na temat, dosadnie acz dowcipnie. Naprawdę byłem pod wrażeniem. A poza tym byli i są to naturalnie, bardzo sympatyczni ludzie. Mogiła Zbiorowa natomiast jak sama nazwa wskazuje miała charakter martyrologiczno-proletaryacki. Zauważ, że polacy z natury mają już martyrologię wyssaną z mlekiem matki. My poszliśmy nieco dalej i postanowiliśmy spróbować wskrzesić iskrę zapału, która przyświecała onegdaj polskiemu społeczeństwu śpiewając teksty w rodzaju "...twórcza siła idei października powoli lecz skutecznie z rąk nam się wymyka...", "...ludzie pracy do broni jesteście potrzebni armii czerwonej...", Pogrywaliśmy właśnie w takich nastrojach.
- Ale czemu taka nazwa - Mogiła Zbiorowa?
- No wiesz, czasem mieliśmy wrażenie, że ten kraj to właśnie taka jedna wielka mogiła zbiorowa. A w dodatku po śmierci dostaniemy jeszcze po odznaczeniu. Wspomniane bendy były strikte garażowe i pozostawiły po sobie jedynie nagrania archiwalne dokonane podczas koncertów i prób.
- A potem był IŁ-62.
- Potem podsunąłem chłopakom pomysł sformowania takiego jednorazowego projektu, który przyjął tą właśnie nazwę. Teraz wiesz już wszystko i możesz zacząć pisać biografię, póki jeszcze żyjemy i możemy ją autoryzować.
(...)
- Od dawna nie nagraliście żadnego materiału.
- Wracając do tego z czego śmiałem się nieco wcześniej to może wynika to z tego, że zespół póki co ma się dobrze i dlatego nie ma potrzeby wydawania niczego. Może spróbujemy nagrać i wydać sobie sami jakiegoś singla, może krótki materiał, a może ktoś będzie zainteresowany naszą propozycją następnej oryginalnej formy wydawniczej? Zobaczymy, coś nam chodzi po głowie, ale to się jeszcze okaże. Chcielibyśmy aby było to coś co nas usatysfakcjonuje a nie to na co pozwolą nam warunki. Z resztą czy kogoś to wszystko co mówię interesuje?
- Przekonamy się.

Pytania zadawała Jej Excelencja Eva Qacja
W imieniu zespołu odpowiadał Zdzina

Powrót - Archiwum